„Koledzy” z toru

Wydawać by się mogło, że śmierć Lee Richardsona poruszy jednakowo całą „żużlową rodzinę”. Patrząc jednak na wydarzenia w Gorzowie dochodzę do wniosku, że takiej więzi nie ma.

Żadnej jedności, patrzenia poza czubek własnego nosa. Myśl tylko o tym, co może wpaść na konto.

Nie łatwo podjąć decyzję w tak ekstremalnej sytuacji. Ale ten brak jedności i wspólnej decyzji bardzo mnie zasmucił i rozczarował. W ten sposób już godzinę po śmierci Lee bezcześci się Jego pamięć.

W piłce nożnej potrafią odwoływać całe kolejki z powodu śmierci zawodnika. Zawodnika, którego rywale czasem nie znają, widzą raz czy dwa na rok.

Żużlowcy? Wszyscy się znajdą, widzą co chwila w różnych ligach i zawodach indywidualnych. Mechanicy i cała reszta. Koledzy, którzy pewnie nie raz wspólnie urządzają grilla. Dziś jednak o sobie nie pamiętają, bo łatwo wygrać derby z rozbitym Falubazem… bo to ich niedawny klubowy kolega zginął.

Szacunek dla komentatorów TVP Sport. Szacunek dla kibiców z Zielonej Góry.

Gorzowie, wstydź się. I Wy zawodnicy Falubazu, którzy ani chcieli, ani nie chcieli. Tylko pozorowali…

Pan panie sędzio również. To Pan jako osoba bezstronna, widzącą stan psychiczny zawodników, szczególnie tych najmłodszych, którzy mogą na torze zachować się nieobliczalnie po takiej informacji, powinien podjąć męską decyzję.

Lee – pamiętamy!

Jednym okiem na debiut Stadionu Narodowego

Tak patrzę od czasu do czasu na mecze naszej piłkarskiej reprezentacji i widzę, że od wprowadzenia Kart Kibica, to dopingu ta drużyna nie ma wcale. Dziś nam inauguruje Stadion Narodowy i takich kilka luźnych spostrzeżeń mnie naszło.

  • Akustyka i odbiór dźwięku z trybun jest do bani. Ja chcę mecze na Śląskim!
  • Wydawało mi się, że nie ma tam być bieżni lekkoatletycznej, więc dlaczego te trybuny tak daleko?
  • Szczęsnego przebrali za smerfa.
  • Rybus, to najlepsze, co się trafiło w polskim futbolu w ostatnim czasie.
  • Osobne brawa dla TVP. Od 20 lat te same plansze przedstawiające składy. Jeżeli obcokrajowcy też je oglądają, to pewnie myślą, że u nas taka technologia, że jeszcze Internetu w domach nie ma.

No dobra, to popatrzmy teraz na druga połowę meczu Polska – Portugalia. Tylko dlaczego nie czuję żadnych emocji?

Unibax, czy Apator – oto jest pytanie

Bycie kibicem, to jak przynależność do rodziny. I chociaż kibice mogą się ze sobą nie rozumieć, nie zgadzać, po prostu różnić, tak zawsze będą wiedzieli, że są razem, po jednej stronie barykady i zawsze znajdą wspólny język, więź identyfikując się z tym co dla nich ważne, co sprawia, że są kibicami – nazwa klubu, jego historia, barwy, sportowe emocje.

Toruński kibic żużlowy nie ma łatwo. „Utracił” jeden z tych wspólnych elementów. Może nawet ten najważniejszy – nazwę klubu. Coś z czym kolejne pokolenia się identyfikowały, jedno proste słowo które dawało zrozumienie – „Apator”. Życie tak się potoczyło, że nie pozostaliśmy Stalą, tak jak inni pozostali Wisłą, Legią, Pomorzaninem, Hutnikiem, Włókniarzem, czy Unią. Neutralną nazwę klubu zajęła nazwa sponsora. I nazwa ta, tak zakorzeniła się w świadomości toruńskich kibiców, że przestała być nazwą firmy, lecz utrwaliła się jako ta jedyna ważna dla kibica nazwa klubu.

Apator SA opuścił klub, pojawił się Unibax i dziś tak nazywa się toruński klub. Kibice zrzeszeni w Stowarzyszeniu Net Fans Speedway Toruń chcą powrotu do nazwy KS Apator Toruń. I tu powstaje pytanie, czy w dzisiejszych realiach jest to dobrym pomysłem?

Redaktor Rzekanowski przypomina analogiczną sytuację toruńskiego klubu piłkarskiego Elany Toruń. Wspomina o zastrzeżonych znakach, prawach do nazwy i logo itp. Jest tylko jedno małe „ale”. Apator to nie nazwa firmy, to nazwa klubu żużlowego. To nasze lokalne dobro kulturowe, do którego prawa mają wszyscy torunianie, tak jak i klub do swojej, co by nie mówić, historycznej nazwy. Apator zakorzenił się mocno w sercach i głowach nie tylko torunian, ale i wielu kibiców i zawodników z innych ośrodków żużlowych. Dlatego, gdyby Apator SA próbował walczyć o odebranie klubowi i kibicom praw do tożsamości toruńskiego klubu żużlowego, wierzę, że w sądzie by poległ.

Ale też sam Unibax po przejęciu klubu walczył i odcinał się jak mógł od „Apatora”. Z czasem klubowi włodarze zmienili swoje nastawienie. Zrozumieli, że doping na stadionie, to fajna atmosfera, że przecież tak właściwie flaga z hasłem „Apator”, czy głośne „Apator, Apator” wydobywające się z setek gardeł nie odbierają nic Unibaksowi. Kibiców się nie zmieni. Żeby Unibax zakorzenił się w sercach kibiców tak jak Apator, musi odnosić większe sukcesy, tworzyć większą więź z kibicami i być z nimi równie długo co poprzedni sponsor. Nie lada wyzwanie, ale na siłę niczego się nie zmieni.

Żyjemy jednak w czasach, w których sponsorując jakiś klub i wchodząc do jego nazwy chce się osiągnąć określone cele. I tu powstaje największy dylemat. O ile zawsze uważałem, że klub powinien wspierać kibiców w podtrzymywaniu apatorowskich tradycji, powinien produkować historyczne pamiątki, szaliki itd. nawiązujące do Apatora, o tyle nazwa klubu powinna pozostać w rękach sponsora.

Dlaczego? To tu sponsor realizuje swoje cele. Na rynku globalnym. W wiadomościach sportowych, podczas transmisji, we wszelkich mediach. Sukcesy klubu, krążąca w środowisku dobra opinia o nim przekładają się na opinię o tytularnym sponsorze. Firma Unibax będzie kojarzona jako solidna dzięki sukcesom klubu. By to osiągnąć musi być jednak w jego nazwie. Czy ktoś by wiedział w Polsce o Unibaksie, gdyby w wiadomościach sportowych powiedziano, że KS Apator Toruń pokonał w finale ekstraligi Unię Leszno? Nie.

Ważne jest, by obie strony rozumiały w jakim położeniu się znajdują. Klub powinien wspierać kibicowskie inicjatywy związane z historyczną nazwą „Apator”, nie powinien się bać historii, lecz samemu ją pielęgnować. Kibice zaś powinni rozumieć jakie cele dzięki istnieniu w nazwie klubu tytularny sponsor osiąga i powinni ją pozostawić taką jaka jest.

Kibice Apatora. Wróżąc z fusów popatrzmy przez chwilę w przyszłość. Unibax wraca do historycznej nazwy KS Apator Toruń, po roku rezygnuje ze wspierania klubu. Zaczyna się gorączkowe szukanie nowego sponsora i pojawia się problem. „Dlaczego mamy sponsorować ten klub? Przecież kibice będą walczyć z nową nazwą klubu, tak jak to zrobili z Unibaksem. A jak nie będziemy w nazwie klubu, to jaki niby mamy mieć w tym interes?” Prawda, że mogłoby tak być? To może być bardzo dotkliwe w skutkach posunięcie, jeśli Roman Karkosik zdecyduje się wycofać z żużla.

Ale mamy jeszcze coś, co w naszej tożsamości jest równie ważne. To nasze żłóto-niebiesko-białe barwy. Budując stadion miasto zakpiło z kibiców. Obiekt przeznaczony podobno dla nas i dla naszego klubu stracił te barwy. Podobno „biały” się bardziej brudzi. Na innych stadionach jakoś biały koloru nie zmienił. Może o to warto powalczyć? Przecież niezależnie od tego, czy będzie nazywać się Stal, Apator, Unibax, jeszcze inaczej, zawsze będziemy żółto-niebiesko-biali.

Walczmy o to, co nie szkodzi klubowi i nie godzi w interesy strategicznego sponsora.

PS
Kiedyś byłem przeciwny pomysłowi ul. Pera Jonssona (inicjatywa Stowarzyszenia „Krzyżacy”). Po czasie doszedłem jednak do wniosku, że niepotrzebnie przeciwko tej inicjatywie oponowałem i szukałem „lepszego rozwiązania”. To przecież właśnie kawał naszej historii i to, co nosimy w sercu. A nikt przecież nie powiedział, że to jedyna taka akcja. Jestem pewien, że z czasem toruńscy kibice uhonorują i innych zawodników tworzących historię naszego klubu. Właśnie takich inicjatyw potrzebuje toruński żużel. Bo dzięki nim pokazujemy, co nosimy w sercu, bo dzięki nim historia będzie pielęgnowana, bo dzięki nim władze klubu mają świadomość, że speedway w Toruniu nie rozpoczął się jesienią 2006 roku.

Są to też inicjatywy, które w żaden sposób nie godzą w interesy sponsorów, a więc i klubu.

A zmiana nazwy? Pozostanie problematyczna i osobiście będę jej przeciwny, o ile Roman Karkosik nie obieca wieczystego wsparcia dla toruńskiego żużla przy jednoczesnym zrzeczeniu się sponsorskiej nazwy, na rzecz tej, którą w sercach nosimy.